Dziennikarze bez źródła?

Published on: 16 grudnia 2016

drut-kolczasty„Lud, który by zawsze rządził dobrze, nie potrzebowałby być rządzonym”; Jean Jaques Rousseau, francuski pisarz i filozof, czołowy myśliciel oświecenia.

 

Wolność mediów jest gwarantowana konstytucyjnie. To jedna z podstawowych mocnych stron demokratycznego obywatelskiego społeczeństwa. Dziennikarze różnych redakcji pracują, by zdobywać przetwarzać i dostarczać informacje odbiorcom reprezentowanych przez siebie mediów. Praktyka pokazuje, że zależnie od tego, jak bardzo dane środki komunikowania są mediami tożsamościowymi, takie końcowe przekazy są przez nie prezentowane. Bo to właśnie media kształtują, a niejednokrotnie zmieniają poglądy swoich czytelników, widzów, słuchaczy. Dzięki takim przekazom, bez fizycznego dostępu do źródeł informacji, miliony ludzi na całym świecie, są świadkami rozgrywających się „gdzieś tam”, a dotyczących ich sytuacji.

W przypadku informacji politycznych nie ma lepszego miejsca na pozyskanie wiedzy dla odbiorców, jak obecność reporterów w sejmie senacie, na posiedzeniach komisji, a w mniejszym stopniu na wszelkich spotkaniach, debatach, konferencjach, sesjach, zjazdach, gdzie osoby decydujące o naszej, jako obywateli, przyszłości w systemie państwa, podejmują przecież właśnie za nas, ważne decyzje. Bowiem, gdzie tworzone jest prawo, tam konieczna jest społeczna kontrola, którą gwarantuje tylko jawność i otwartość wszelkich działań.

Osoby kontestujące współczesną rzeczywistość, zarzucają dziennikarzom stronniczość, realizację zadań zawodowych w ramach swoich własnych lub redakcyjnych poglądów, promowanie jednych, a krytykowanie innych aktorów sceny politycznej. I pewnie mają w tym wiele racji. Dziennikarze nie są przecież samodzielnymi bytami, a pozostają w pracowniczej relacji z wydawcami, a przez to ze światem biznesu i bywają jako ludzie, zwyczajnie zależni od wpływów. Mają jednak prawo posiadać własne poglądy! Stąd pisząc kilka tygodni temu tekst o mediach tożsamościowych, nie zarzucałem i nie zarzucam tu nikomu braku zawodowego dystansu lub, co gorsza, profesjonalizmu. Tak właśnie rynek sam kształtuje grupy odbiorców, a jednocześnie wyborców danej opcji politycznej, wokół konkretnego tytułu prasowego i odwrotnie, konkretnym dziennikarzom pozwala na realizowanie postaw zgodnych z własnymi przekonaniami. Moim zdaniem to właśnie jest demokracja.

Spolaryzowane społeczeństwa w Stanach, Francji, Czechach, mają podobnie, jak w Polsce, rywalizujące ze sobą na przekazy media. Dziennikarze szukają już nie tylko nowych świeżych, nieznanych konkurencji informacji, ale i podobnie jak inni obywatele idąc za własnymi przekonaniami, budują kierunkowe komentarze, nagrywają potrzebne do swoich tez wypowiedzi obrazy, dźwięki. Wystarczy codziennie oglądać główne wydania wiadomości TVP, TVN, Polsatu i TV Trwam, by poznać skrajnie odmienne opinie, wynikające z tych samych wydarzeń. Moje reporterskie wieloletnie doświadczenie pozwala mi również mieć pewność, że pytania zadawane na gorąco, często w biegu, niepostrzeżenie, bez zapowiedzi i czasu na opracowanie przez doradców medialnych konkretnych polityków, okrągłych zgrabnych odpowiedzi, pozwalają na poznanie i przekazanie odbiorców prawdziwych poglądów przedstawicieli władzy i opozycji.

Obywatele wybrali parlamentarzystów. To my, naród, poprzez swoje głosy pozwalamy naszym przedstawicielom kształtować prawo i porządek państwa. Do tej pory dziennikarze wszelkich akredytowanych mediów, mogli w parlamencie pracować dość swobodnie. Oznacza to, że obserwowali pracę posłów i senatorów, ale i zgodnie ze swoją wolą mogli w zasadzie w każdym miejscu sejmu pytać parlamentarzystów o sprawy ich interesujące. Decyzją Marszałka, planowane jest wprowadzenie nowego regulaminu pracy mediów w tej polskiej „świątyni demokracji”. Według części środowiska dziennikarskiego jest to forma reglamentacji dostępu do informacji publicznej, a dla mediów liberalnych jest to wprost zamach na wolność słowa.

Konstytucja RP, w pkt. 1, art. 61, stanowi wprost, że „obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa„. Punkt 2 tego samego artykułu precyzuje, że „prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu„. Pozwolę sobie przytoczyć tu ostatni punkt tego artykułu, „tryb udzielania informacji, o których mowa w ust. 1 i 2, określają ustawy, a w odniesieniu do Sejmu i Senatu ich regulaminy„. Ale i rzetelność nakazuje wprost przytoczenie punktu 3., który oznajmia, że „ograniczenie prawa, o którym mowa w ust. 1 i 2, może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa„.

Dziennikarze nie są zatem wielokrotnie wpuszczani na wiele zamkniętych komisji, na posiedzenia, gdzie ujawniane są informacje niejawne, nie uczestniczą pewnie w przeważającej części prac parlamentarzystów. Korzystają zatem z tego, co im wolno, w sposób możliwie produktywny. Oczywiście zmiana wszelkich wewnętrznych regulaminów, jeśli odbywa się zgodnie z prawem, jest trudna do podważenia, ale ograniczanie możliwości zdobywania informacji przez dziennikarzy, zawsze wpływa na powstawanie licznych podejmowanych publicznie dywagacji o uczciwości aktualnej władzy. Transparentność wszelkich aktywności podejmowanych przez polityków jest przecież ich, a nie mediów orężem, siłą i swoistym kontraktem zawartym z wyborcami.

Media liberalne w Polsce protestują przeciwko ograniczaniu dostępu do źródeł informacji. Media prorządowe mówią wprost – dajmy w spokoju pracować politykom, w zakresie do jakiego zostali wybrani, czyli do tworzenia prawa, a nie do ciągłego występowania w telewizji.

Moim zdaniem rolą dziennikarza jest zdobywanie informacji u źródła. Zamknięcie drzwi do jednego budynku nie uspokoi reporterów, którzy będą pracować poza jego murami, skutecznie podejmując pytaniami polityków we wszelkich innych miejscach. Niezależnie od stylu sprawowania władzy, Polacy pamiętają, że przed 1989 rokiem nie było oficjalnych i jednocześnie wolnych mediów. Ówczesne rządowe propagandowe komunikaty były przez wielu Polaków nieprzyjmowane, gdy jednocześnie wieści z kraju pozyskiwało się np. z radia „Wolna Europa”. Lata dwutysięczne przyniosły wzrost wydawnictw opartych głównie o Internet, które w nazwach miały „wolnościowe, niezależne od władzy, narodowe” sformułowania. Ich redaktorzy byli piewcami nowej Polski, która właśnie się na naszych oczach buduje. Warto jednak pamiętać, że punkt widzenia zmienia się wraz z punktem siedzenia i nagle wolność mediów, także tych chwilę temu „niezależnych”, może być teraz centralnie zagrożona. A wszelka, także prewencyjna cenzura, jest w Polsce społecznie niedopuszczalna.

 

red. Robert J. Błaszczyk

 

#media #wolnośćsłowa #konstytucja #prasa #radio #sejm #telewizja #poseł #wolnemedia

Zapisz

Zapisz

Share Button
Welcome , today is wtorek, 10 grudnia 2019