Incydent terrorystyczny.

Published on: 24 maja 2017

Incydent terrorystyczny.

 

„Pierwsza mowa szatana do rodu ludzkiego zaczęła się najskromniej od słowa, dlaczego?” – Adam Mickiewicz (1798-1855, największy polski poeta, działacz i publicysta).

 

Media społecznościowe obiega wycinek artykułu prasowego, dotyczącego tragicznych wydarzeń podczas koncertu Ariany Grande w Manchesterze. Pod koniec wydarzenia doszło tam do wybuchu – zamachowiec doprowadził do śmierci 22. osób, a kolejnych ponad 100 odniosło obrażenia (dane z 23.05.2017). W zamachu zginęło również 2. Polaków, inny nasz rodak został ranny.

Tymczasem po tym strasznym pełnym okrucieństwa, również wobec dzieci i młodzieży, zamachu, czytamy o nim, jako o „incydencie”. Dla uściślenia, to określenie znalazło się w tytule jednego z tytułów prasowych! Jako dziennikarz, wykładowca wyższych uczelni oraz człowiek, jestem oburzony użyciem w tym kontekście, takiego sformułowania.

Słownik języka polskiego PWN, skrótowo definiuje „incydent”, jako „nieprzyjemne wydarzenie”, ale i jako „wydarzenie mało ważne”.

Za ten kolejny skandaliczny brutalny zamach odpowiada prawdopodobnie tzw. państwo ISIS. Ta zorganizowana międzynarodowa uzbrojona grupa terrorystów, twierdzi, że zabijać każe im Koran – co jest wprost nieprawdą, a także, że zamachy, do jakich dochodzi od czasu ataku na WTC, są niczym innym, jak odpowiedzią na wcześniejsze i późniejsze „agresje” Stanów Zjednoczonych i państw skupionych wokół ONZ, na Afganistan, Irak i część Pakistanu.

Jest to także walka z otwartością, tolerancją i chęcią rozwoju ludzi Zachodu. Jest to walka z cywilizacją, z której z powodu zwykłego zacofania i biedy, wielu porządnych i dobrych ludzi nie może korzystać. Jest to również rodzaj manifestu, świadczącego o tym, że walka plemienna z innym, „kto nie wygląda jak ja”, trwa, chociaż jej uzasadnienie jest co najmniej wątpliwe.

Tymczasem media zaskakują, pisząc nie tylko o tym wydarzeniu, w lekki nietrafiony sposób. Co zatem śmierć dzieci i młodzieży, rany odniesione przez niewinnych niczego państwu ISIS ludzi mają wspólnego z tzw. mało znaczącym wydarzeniem, jakim jest definicyjnie bez wątpienia „incydent”?

Co miał na myśli dziennikarz, który pisał notatkę prasową, opatrzoną takim tytułem? Jak dziennikarz taki rozumie świat? Jak myśli o ludziach wkoło? Czym dla niego jest śmierć, cierpienie fizyczne i psychiczne setek młodych ludzi? Czy taka osoba w ogóle wie, o czym i jak pisze?

Zamachy terrorystyczne weszły, na nieszczęście, do codziennych wydań serwisów informacyjnych. W zasadzie bez przerwy na świecie dochodzi do wybuchów, ataków active shooterów, zabijania i ranienia zwykłych ludzi – cywilów – takich, jak my wszyscy. W mojej ocenie, po pierwsze chodzi o zastraszenie mieszkańców innych państw. Ale właśnie te cierpienia służą wykorzystaniu zachodnich mediów do propagowania idei państwa ISIS.

Samo dochodzenie do prawdy w ogóle tu nie istnieje. Media wprost przyjmują tezy ekspertów, którzy wciąż powtarzają mniej więcej powyższe zdania, czym udowadniają, że te niecodzienne, nadzwyczajne, kryzysowe wydarzenia nie są już niczym nowym i nie ma pomysłu, ani jak o nich mówić, ani, co jest zgrozą, jak z nimi skutecznie walczyć.

W polskiej prasie tło tych zdarzeń stanowi ciągnąca się dyskusję o przyjęciu do kraju uchodźców. W kontrze do tego pomysłu, prawicowe media ukazują rzesze młodych silnych, nic nie robiących mężczyzn, koczujących wokół portu w Calais.

Narracja w wielu mediach jest niepokojąca – taka, że uchodźcy, to terroryści. To w mojej ocenie to zbyt duży nieuprawiony skrót, który tymczasem nie znajduje specjalnego potwierdzenia w zamachach, do jakich dochodzi w Europie. Prawdą jest jednak, że na nasze (w przeciwieństwie do Niemiec, Francji, Hiszpanii) szczęście, nie ma informacji o ujawnionych i przeprowadzonych zamachach w Polsce. Czy to skutek braku otwarcia granic dla uchodźców?

To tak dla porządku. Zamachowiec z Manchesteru, niejaki Abedi, urodził się w… Manchesterze. Nie był uchodźcą, ale rzeczywiście był szkolony w państwie ISIS. Na wyjazd i wjazd do kraju pozwał mu brytyjski paszport, spryt i pewnie, bo tego jeszcze nie wiemy, zafascynowanie „męską zabawą w wojnę”, która wchodząc do głowy młodych ludzi odbywających tzw. przeszkolenie bojowe u terrorystów w nielegalnych obozach, jakie utrzymywane są w częściach Syrii i Pakistanu, ujawnia swe wyniszczające moce, po powrocie do normalnego zachodniego świata.

To temat dla psychologów, ale mam pewność, że w części naszej populacji tkwi wrodzona agresja do tego, co nas samych na co dzień otacza. Z jakiś powodów, jacyś ludzie wchodzą w swoim życiu na ścieżkę przestępczą, zostają bandytami, ranią, a niejednokrotnie zabijają innych ludzi z błahych, zwykle w ramach jednej populacji ekonomicznych lub erotycznych powodów. Także w Polsce media donoszą o rodzimych zwyrodnialcach, którzy znęcają się nad małymi dziećmi, zwierzętami, czy poprzez pseudo kluby zrzeszają się, np. by brutalnie walczyć na tzw. ustawkach. Jasne, wyładowana między sobą agresja nie grozi niczym społeczeństwu. Niemniej chodzi mi o czynnik zapalny i fakt istnienia takich atawistycznych potrzeb pod każdą szerokością geograficzną. Wniosek z tego czytelny – potencjalnych zamachowców można znaleźć i na swojej dzielnicy, jednak oni nie wchodzą na tę drogę, bowiem nie mają sprzyjających warunków.

Skąd zatem obiegające media zdanie, że „nie każdy Muzułmanin to terrorysta, ale każdy terrorysta to Muzułmanin„? Tu odnoszę wrażenie, że również mamy do czynienia z poważnym nadużyciem. Nie znamy bowiem szczegółowo danych o większości prawdziwych realizatorów różnych zamachów, do jakich dochodzi na świecie. Na pewno ta prawda nie ma zastosowania w atakach activ shooterów w USA. Podobnie trudno łączyć to z próbą ataku bombowego studenta na miejski autobus we Wrocławiu – dodam, że miałem wątpliwą przyjemność oglądać fragmenty zapisów po eksperymencie procesowym, gdzie analogiczne warunki stworzono do zbadania skutków działania ładunku w szybkowarze, który wybuchłby zgodnie z zamierzeniem konstruktora. Wstrząsające zdjęcia udowodniły, że w męczarniach zginęliby w zasadzie wszyscy pasażerowie jadący wówczas tym autobusem. Na szczęście ten niedoszły terrorysta popełnił błędy przy budowie ładunku, co oszczędziło Wrocławiowi miana pierwszego miasta w Polsce, w którym ludzie zginęli od tak zaplanowanego wybuchu. Oczywiście subiektywne powyższe przykłady udowadniają, że nie każdy medialny skrót myślowy jest poprawny.

Na marginesie warto dodać, że w ogóle proces przemiany ludzi urodzonych w naszej europejskiej kulturze, mających paszporty brytyjskie, francuskie, niemieckie, a i obawiam się, że polskie, nie jest trudny do zrozumienia. Po pierwsze z jakiś osobistych powodów mniejszy poziom empatii, nieco zaburzona psychopatyczna osobowość. Być może okazjonalne odczucie odrzucenia społecznego, wykluczenia spowodowanego brakiem tolerancji jednostek dla odmiennego odcienia skóry lub kulturowo-religijnego pochodzenia. Życie w zamkniętych enklawach, na boku lub poza centrum dynamicznie rozwijającej się cywilizacji i wreszcie… zwykła dziedziczna bieda. I tu w ramach podstawowych technik wpływu, taki młody człowiek (z reguły to młody ok. dwudziestoletni chłopak) zaczyna interesować się, oglądać, chłonąć przekazy płynące z mediów społecznościowych. Jak w zwykłej reklamie, na swój sposób „atrakcyjni” rekruterzy wymachujący bronią na tle flag ISIS, wśród bezkresnych przestrzeni, z zaparkowanymi na drugim-trzecim planie dużymi terenówkami, poprzez użycie skierowanych do sfery ducha ze słowem boga w roli głównej komunikatów, trafiają w czułe punkty młodzieży. A mam wrażenie, że po wyjściu z ciasnych komunalnych mieszkań Berlina, czy Londynu, swoistej ucieczki od dotychczasowego życia, rodziny, pustki codzienności we wreszcie POWAŻNY dla nich świat męskości – dorosłości, utwierdzeni w przekonaniu, że zostali wybrani przez boga, chcąc przeżyć męską przygodę życia, mieć i swój własny szyty na miarę osobistych potrzeb „sukces”, z pełnym przekonaniem o słuszności swoich wreszcie poważnych decyzji – trwają w tym letargu, by wreszcie po otrzymaniu tego jedynego sms, przystąpić do zbrodniczych przygotowań i w finale, zabrać niewinnym ludziom życie oraz stracić swoje, stając się znienawidzonymi terrorystami w naszej przestrzeni, a jednocześnie bohaterami gdzieś w obozach szkoleniowych ISIS.

Celowo rozpisałem się w tym zakresie, bowiem chciałbym dosłownie jednym akapitem zakończyć wcześniej rozpoczętą myśl, dotyczącą kwestii uchodźców. Proszę o chwilę refleksji nad możliwościami przetrwania dzisiejszej Europy, w znanym nam kształcie. Przyrost demograficzny mamy niezadowalający. Europejczyk przyjął wizję życia wygodnego, ze skoncentrowaniem na własny, często zawodowy cel. Kariera w korporacji, prowadzenie własnego biznesu, wypiera czas, który niezbędny jest do założenia rodziny i wychowania dzieci. Kuszą atrakcje, aktywne życie, częste wyjazdy, utrzymanie szeregu towarzyskich kontaktów etc. Brakuje kultury rodziny, chęci do spędzania czasu z bliskimi w domu, budowania mocnych, ale nielicznych więzi.

Proszę również pamiętać, że większość mediów to części składowe międzynarodowych korporacji, dla których NORMĄ jest wielokulturowość w swoich szeregach. Jednostki koncernów rozproszone po świecie, naturalnie muszą korzystać z pracowników pochodzących z wielu kultur i narodowości. Stąd oczywiste wydaje się, że media takie, mające gigantyczny wpływ na opinię publiczną, muszą, a nie mogą, lansować różnorodność i nawet, jeśli nie takie są prawdziwe poglądy ich zarządców i właścicieli, także możliwie bezwarunkową tolerancję. Mam wrażenie, że tu nie chodzi o dobre samopoczucie, a o poprawne działanie skomplikowanych biznesowych organizmów, złożonych z dziesiątek odmiennych jednostek.

I ta „poprawność” wydaje mi się, że stoi na linii startu do zmian w sposobie definiowania i pisania o trudnych sprawach współczesnego świata. Konieczne uproszenia, multikulturowa ikonografia, w tle potężne korporacje, w których „siła żywa” pracownika jest dla utrzymania danego biznesu konieczna do ciągłego uzupełniania, transferowania, wymiany. Miasta stające się tylko punktami na mapie w generalnych zarządach, gdzie najlepiej, by tożsamość narodowa nie istniała, bo burzy kontekst i sposób prowadzenia gigantycznej firmy. Przecież naturalne, że po ludzku źle czują się pracownicy każdej międzynarodowej korporacji, która pchnęła ich w danych region świata do pracy, gdy po wyjściu z klimatyzowanego biurowca lub pilnie strzeżonej fabryki, pojawieniu się na ulicy nieznanego im miasta, w bliżej nierozpoznanej części zachodniego świata, nie odczuwają przyjaźni tolerancji, czy po prostu zwykłego szacunku, należnego każdemu człowiekowi. To w tym kontekście, co dziwić się, o polityczne boje w obszarze prób przyjęcia lub zablokowania granic Polski dla, przepraszam tym razem za duży skrót – uchodźców?

„Incydent terrorystyczny”, a nie „brutalny krwawy zamach”, spłyca trudny do rozwiązania problem międzykulturowej zwykłej ciągłej trwającej obok nas wojny, do notatki prasowej o znikomym znaczeniu.

red. Robert J. Błaszczyk

 

#media #uchodźcy #terroryzm #zamachy #multi-kulti

 

(zdjęcie: POLICJA. Jednostka AT CBŚP, za pośrednictwem RadioPatrol.PL)

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Share Button
Welcome , today is poniedziałek, 20 maja 2019