Nie oglądam telewizji…

Published on: 11 października 2014

skeleton showing two fingers

Nie oglądam telewizji. Proces następował powoli. Chociaż czuję się nieco zażenowany, że tak się to skończyło, i że jednak wygrał zdrowy rozsądek.

Wszystko zaczęło się od zadania, a może sugestii, jakie podpowiedziałem moim studentom. Młodzi nieskażeni ludzie, mieli oglądać w ciągu jednego wieczora dwie wybrane stacje telewizyjne, ściśle przekazy informacyjne. Stanęło na „Faktach” w TVN i „Informacjach” w TV Trwam. A co?

Efekty były zatrważające, bowiem kilka dni później, już na wejściu do sali wykładowej, taszcząc laptopa, rzutnik, notatki, uderzyła mnie atmosfera niczym z chińskiej kuchni. Było jakby słodko-kwaśno, a nawet cierpko. Pomyślałem nawet, że poprzednie zajęcia musiały być dla grupy trudne i niechętnie podejmą się nowych zadań. Jakie było moje zdziwienie, gdy we wcześniej miłych twarzach, ujrzałem zgryzotę i zadumę godną spotkań na stypie…

„Dokąd te media zmierzają”, padło odważne pytanie z sali. Lawina była krótka, bo i na zajęciach, jak zwykle, frekwencja nie należała do obfitych. Zostałem uderzony. Pytaniem oczywiście. Brakowało mi mądrej odpowiedzi, bo sam nie od dzisiaj mam dylemat z filozoficznym skądinąd zagadnieniem przyszłości mediów. Mediów, nie jako ogólnie rozumianych środków masowego przekazu, a mediów, jako nośnika myśli i idei, „czwartej władzy”, chciałoby się powiedzieć.

Te same wydarzenia. Ci sami bohaterowie. Te same wyjściowe fakty. Ten sam język. Pora nawet podobna. Średni kraj w Europie. Urzędnicy z KRRiTV zadbali, by pluralizm reprezentowały bodaj z cztery duże koncerny. Ot, gdyby podzielić koło na czworo, każdy swojej ćwiartki pilnuje. Ale oglądam, słucham i nie wierzę… Tzn. czuję się, jakby każdy z nadawców siadał do pisania przynajmniej po ćwiartce i to postawionej pod stołem przez wybranego bohatera opowieści. Myślę, że ta ćwiartka tak mocno podniosła siłę przekazu, że nadawca nie czuję, iż czasy gdy według statystyki połowa społeczeństwa nie rozumiała „Dziennika Telewizyjnego”, chyba minęły?

Tu mówią, że ukradli, tam mówią, że zyskali. Tu źli, tam dobrzy. Tu biali, tam czarni. A zdjęcia, ujęcia, miejsca i czas – ten sam. Larum słyszę, że to o Polskę chodzi. A Polska to aby nie przypadkiem tysiące studentów, których wykładowcy, chcąc pokazać różnorodność przekazów, pójdą ten jeden most za daleko i na prawdziwym przykładzie zburzą podręcznikowy przekaz, że dziennikarz to rzetelny i bezstronny i prawdy szukający, być powinien. Jak Mały Rycerz, gdy sił nie stało, wiedząc iż śmierć na niego patrzy, walczył, bo wierzył…

Włączam zatem niezależne media. W internecie dziesiątki stron, na YouTube setki filmów, o kserówkach na „Chomiku” nawet nie wspomnę. Czytam i płonę, widzę flagi podniesione, słyszę cichaczem podpisywane zobowiązania współpracy, liczę ciotki i kuzynów znanych dziennikarzy. Tu dzieci, tam ojcowie. Spisek.

Mija dzień. Dochodzę do siebie. Oglądam się częściej, bo nie wiadomo kto przyjaciel, a kto wróg. A może sąsiad w wózku targa miast poczętego dziecięcia, stroje dla „zielonych ludzików”? A może sąsiadka to nie pranie wiesza, tylko anteny ukryte w gaciach, dla lepszego zasięgu jakiejś wrogiej stacji? Ogólnie strach wziąć pilota do ręki, bo przecież otwartym tekstem mówią, że ci w tej całodobowej, to tuba tych, a tamci w tej płatnej, to tuba tamtych.

Liczę na opozycję. Ale w tym samym czasie dociera do mnie news, że już takiej nie ma, bo opozycja zaraz wygra wybory, a aktualni zwycięzcy gubią ścieżki. Dobrze, że zachodni przyjaciel drogę pokazał, bo jakby to na świecie wyglądało, gdyby następczyni szefa szefów, zgubiła się w Niemczech?

Włączam kanały muzyczne. Na tym, co był pierwszy w historii, widzę tylko histerię nastoletnich matek, ukryte kamery i nocne zabawy ekipy, hm… „swigersów”. Włączam nasze rodzime, ale tu jakby znajome „…jesteś szalona…”. Włączam obcych. Mam pilota, mogę postrzelać. Szukam. Znajduję. Jest to samo, tylko w większej skali we wszystkich językach świata. Tu zabili. Tam uciekli. Ten ma trzy nogi. Tamten już żadnej. Dochodzę do 300. kanału. Przywódca świeżo powstałego kraju przemawia na tle potężnej flagi. Na niej wstrząsający widok pędzących do walki Muzułmanów, obok płonąca Statua Wolności, a pod tym wszystkim namalowane ciała kobiet, dzieci i mężczyzn o białej skórze. Leżą, a w dół obrazu płynie czerwona rzeka krwi. Mężczyzna w bieli opowiada. Miliony słuchają i widzą. Jeden obraz, milion słów?

Wracam na nasze telewizyjne śmieci. Chwilę patrzę, jak Borewicz dogania przestępcę. Myśli moje krążą wokół siły telewizyjnego przekazu. Próbuję ocenić wartość tego co widzę. Myślę o kulturze, o nowych pokoleniach dla których ekran jest bliższy niż pierś matki, zastanawiam się nad przyszłością mediów. Zastanawiam się nad pojęciem „czwartej władzy” i z trwogą myślę o niemyślących klakierach w garniturowych zbrojach, którzy zawsze za cenę tej siły, walczyć będą do ostatniego tchu.

Nie oglądam telewizji…

Robert J. Błaszczyk

 

Share Button
Welcome , today is poniedziałek, 14 października 2019