Polskie media?

Published on: 1 lutego 2017

Kiedy nie można zaatakować myśli, atakuje się myśliciela” – rzekł Paul Ambroise Valery, francuski poeta i eseista żyjący w latach 1871-1945.

 

Media to biznes? Tak uważa redaktor Mariusz „Max” Kolonko, który w swojej własnej nowojorskiej „telewizji” od lat wieszczy trafnie przyszłość Stanów, Europy, a w tym i Polski. Pomaga mu w tym podejściu przede wszystkim dystans, który dzięki latom spędzonym za Oceanem, sprzyja takiej ocenie sytuacji. Ten sam redaktor Kolonko, podobnie jak w zasadzie wszyscy bez wyjątku polscy prawicowi dziennikarze, głośno kontestuje fakt, że właścicielami wielu polsko-języcznych mediów są zagraniczne koncerny prasowe. Osobiście od lat uderzam w podobny ton. Nie do końca jednak godzę się z tym wymaganym domniemanym narodowym charakterem środków komunikowania, ale do tego dojdę za chwilę.

Zniesienie cenzury, uchwalenie ustawy o radiofonii i telewizji, powołanie do życia KRRiT, skutkowało wręcz rewolucyjnymi zmianami. Nagle, po dziesiątkach lat izolacji i indoktrynacji Polaków przez komunistyczną telewizję i radio oraz „gadzinową” prasę drukowaną, przekaz stał się wolny. Wolny, oczywiście w pojęciu demokratyczny, swobodny, dostępny dla obywateli. Bardzo szybko miłośnicy muzyki, obrazu, młodzi i starsi, ale myślący demokratycznie dziennikarze oraz przedsiębiorcy stanęli do wyścigów o koncesje radiowe i telewizyjne. W zasadzie nie będzie przekłamaniem, jeśli przypomnę skrótowo, że każdy z nich gwarantował wówczas swoim potencjalnym odbiorcom pluralistyczny przekaz, prawdę w dźwięku i obrazie. Wnioski koncesyjne przyjmowane wówczas przez KRRiT pełne były wzniosłych haseł o popularyzacji rodzimej kultury, przekazie informacji, kontroli lokalnej władzy oraz, co po latach stało się miernikiem popularności mediów, rozrywce i reklamy.

Mam ten przywilej, że zanim jeszcze wyżej wspomniana ustawa została uchwalona, byłem już dziennikarzem radiowym i aktywnie działałem w komercyjnych stacjach Wrocławia i Dolnego Śląska. Podkreślam, że komercyjnych, bowiem moje szacowne koleżanki i koledzy ze spółek państwowych mediów, nie mieli okazji odczuć na swojej skórze, zmienności rynku, braku reklam i pensji oraz, co uważam za najważniejsze, na ich szczęście, nie dane im było przeżyć tylu upadków firm medialnych, za którymi stały przede wszystkim względy finansowe, a które to doświadczenia są moim udziałem.

Zatem media to przede wszystkim biznes. Prywatne radio, telewizja, czy gazeta, muszą się utrzymać na rynku. Rynek i jego magiczna niewidzialna ręka zamiotły na przestrzeni niespełna 30. lat, setki koncesjonowanych tytułów prasowych. W tle, już w połowie lat ’90. XX. wieku, w naszym kraju prężnie rozwijały się zagraniczne, doświadczone i bogate koncerny medialne. Wówczas nikt nie przejmował się tym, że w przeciwieństwie do rodzimych nadawców i wydawców, te francuskie, niemieckie i inne zachodnie koncerny dysponowały tym, czego nam absolutnie brakowało – czyli praktyką w budowie, utrzymaniu, zarządzaniu i finansowaniu mediów. Niestety czkawką odbiły się wielu pracownikom radia i telewizji oraz prasy rady, jakie dawali nam wówczas wieloletni dziennikarze publicznych stacji i wydawnictw. Zabrakło nam biznesowego doświadczenia i korporacyjnej bezwzględności.

W takim momencie, pod koniec lat ’90. doszło do przejęcia zarządzania nad dużymi budżetami reklamowymi przez wyspecjalizowane domy medialne, które w taki, czy inny sposób, były biznesowo spokrewnione z przejmowanymi przez polskich pracowników zachodnich koncernów medialnych, lokalnych i regionalnych tytułów prasowych. Wspominam o tym okresie celowo, ponieważ to właśnie początek lat dwutysięcznych pokazał nową mapę własności prywatnych redakcji. W tym również momencie zniknęło z rynku wielu silnych i wytrzymałych polskich przedsiębiorców, którym w zamian za sprzedaż należących do nich np. rozgłośni radiowych, oferowano naprawdę duże pieniądze, a w biznesowych negocjacjach powszechnie wieszczono koniec opłacalności prowadzenia takiej działalności. Ludzie obawiając się o swoją przyszłość lub zaskoczeni dobrymi ofertami, pozbywali się swoich przedsiębiorstw.

Ważne w tej opowieści, że praktycznie nie zdarzało się, aby w roli kupujących lub chociaż negocjujących zakupy, występowali przedstawiciele innych państw. Zagraniczne koncerny prowadząc w Polsce swoje działalności, „załatwiały” te sprawy polskimi pracownikami. Co też ciekawe, wielu z nich jeszcze chwilę wcześniej, przed podjęciem takiego zatrudnienia, zachwalało inność – polskość naszych redakcji, w których przyszło im zaczynać medialną przygodę.

W tamtych latach szczególnie radio było niepozbawione magicznego uroku, w którym pracownicy nie czuli się, jak w pracy, a bliżej im było do wspólnego realizowania pasji. Drugie oblicze tego rodzimego biznesu znają wszyscy dziennikarze z tamtych lat. Bardzo często zdarzało się, że nie było pensji lub zakres wykonywanych obowiązków był zupełnie inny, niż na podpisanej umowie… o ile w ogóle taka umowa była. Te niedociągnięcia nie przeszkadzały jednak w codziennej medialnej przygodzie, a jej efekty, czyli pojedyncze audycje, jak i całe programy, były „konsumowane” z radością i przy dużej dawce interakcji, przez odbiorców.

Stąd wywodzę dość niebezpieczny badawczo wniosek, że prywatne radio w Polsce przed 1999 rokiem, było słuchane i lubiane, za to jakie było, głównie z powodu zaangażowania i prawdziwości dobrych intencji wśród pracowników mediów, gdy po roku 2000 i pierwszych seriach poważnych przejęć, stało się słuchane (nie lubiane) dlatego, że zaczęło dawać ciekawe nagrody i mniej słowa, na rzecz wykorzystania czasu dla emisji dobrze sformatowanej muzyki i idącej wieczorami permanentnej prostej rozrywki. Po latach w polskiej literaturze przedmiotu można przeczytać, że komercyjne radio w Polsce, stało się w swej ramowej strukturze, całodobowym nośnikiem promocji, dla nadawanych popołudniami list przebojów lub innej formy muzycznej rozrywki.

Rynek, czy KRRiT doprowadziła do konsolidacji stacji radiowych w rękach kilku zaledwie firm, z których część nie należy do polskich właścicieli? Banalne pytanie, jednak warte zostawienia bez odpowiedzi. W przypadku radia nic nie mogło stać się bez zgody i wiedzy Rady, jednak to rynek prowokował powstawanie chęci takich zmian. A, że w tamtym medialnym biznesie Polacy nie mieli żadnej wprawy i tylko zachodnim koncernom i ich zagranicznym konsultantom można przypisać wiedzę, a nie biznesową intuicję, to by odpowiedzieć na pytanie o przyczynę przejęcia wilczej części rynku medialnego w Polsce, należy cofnąć się do momentu jego faktycznego powstania.

Moim zdaniem tamte zdarzenia, wpłynęły na dzisiejszy kształt rynku medialnego. Jesteśmy ofiarami przepisów stworzonych dla rodzimych firm, które po latach zniknęły z mapy, na rzecz powstających filii potężnych graczy, o światowym zasięgu, którzy w tak prostym systemie, stawali i nadal stają się panami polskich środków komunikowania.

To już nie jest spokojna wymiana argumentów. Tu gra idzie o milionowe budżety. Rynek reklamowy w Polsce, może za chwilę przypominać bitwę pod Grunwaldem, gdzie doświadczone koncerny z potężnymi nakładami, zatrudniające czołowych polskich dziennikarzy, zmierzą się z pracownikami mediów narodowych i prywatnych, w których pozostali jeszcze polscy zmęczeni wieloletnią walką o reklamodawców i sponsorów właściciele i zarządcy. Jeśli zabraknie im kręgosłupów, walka ta zostanie przegrana.

Z drugiej strony w zjednoczonej Europie, pełnej międzynarodowych korporacji, wprost nie sposób wyobrazić sobie skutecznego wyodrębnienia miejsca dla polskich słabszych finansowo przedsiębiorstw medialnych. Ale może w moim spojrzeniu czegoś brakuje?

Tym mniej dziwi mnie batalia części dziennikarzy, który domagają się wprowadzenia zmian w prawie, które pomogłyby wrócić części tytułów lub powstania nowych, teraz tworzonych do portfela rodzimych polskich przedsiębiorców. Zanim to jednak nastąpi, warto przyjrzeć się siatce wydatków na reklamę w mediach i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wśród dysponentów poważnych budżetów są jeszcze naprawdę polskie firmy i polscy pośrednicy. Zanim bowiem nie ustalimy alternatywnego pewnego, trwałego źródła współfinansowania mediów prywatnych, nawet poważne zmiany w przepisach właścicielskich nie pomogą w polonizacji stacji radiowych, telewizyjnych i tytułów prasy drukowanej.

Bo media to biznes… a, aby biznes się sam utrzymał, potrzebuje do tego sprzyjających warunków i, co dla mnie staję się bardzo istotne, rozumiejących te zagadnienia polityków, który to przecież nie tylko prawo ustalają, ale i nominują na stanowiska zarządców mediów narodowych ludzi, którzy będą mieli niełatwe zadanie, doprowadzenia do powstania nowej mody – mody na naprawdę polskie media.

 

red. Robert J. Błaszczyk

 

#media #polska #polskiemedia #mediatobiznes

 

 

 

 

 

 

Zapisz

Share Button
Welcome , today is czwartek, 18 lipca 2019